Wywiad z Katarzyną Alraune

Miroslawczylek1Księżycowa szamanka

Wywiad z tarocistką z Kolonii Katarzyną Alraune

Masz bardzo ciekawy pseudonim. Alraune to nazwa rozgałęzionego korzenia mandragory lekarskiej. W średniowieczu i później był on uważany za środek magiczny. Korzeń mandragory sugeruje ludzką postać i to prawdopodobnie było źródłem przypisywanych mu magicznych mocy. Czy jest to Tobie bliskie?

Ja i jeszcze raz Ja

Oczywiście, to powiązanie jest nieprzypadkowe, motyw Alraune łączy się jak najbardziej z mandragorą. Skąd to się wzięło? Jako nastolatka (12-, 13-latka) zaczytywałam się w serii książek Margit Sandemo, Saga o Ludziach Lodu. Były tam czarownice, różne baśniowe i ezoteryczne manifestacje, w tym też korzeń mandragory. Spełnia ona rolę skarbu, talizmanu, jest dość ważnym elementem w tej powieści.

Mandragora jest również przypisana Księżycowi, ja czuję mocną przynależność do tych energii. Pewnym wytłumaczeniem są moje zainteresowania szamańskie i kontakt w snach i wizjach ze zwierzętami mocy. Jednym ze zwierząt jest szary wilk, również związany z energią lunarną i nocą. Noc, wilk, Księżyc i energia mandragory stanowią jakby istotną cześć mojej tożsamości.

Większość ezoteryków, astrologów, tarocistów, a nawet psychologów doświadcza pewnych ciekawych rzeczy, zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie. Czy miałaś do czynienia z dziwnymi zjawiskami, które były mapą prowadzącą do miejsca, w którym obecnie jesteś? Jeśli możesz, podziel się tym.

Od dziecka doświadczałam często zjawiska wychodzenia z ciała, popularnego OOBE. To były spontaniczne, bardzo naturalne dla mojej osoby podróże astralne. Pamiętam po pewnym czasie, gdy już weszłam w wiek dojrzewania, moje zdziwienie. Usłyszałam wtedy uwagi ludzi, którzy próbowali opanować sztukę wychodzenia z ciała, a nie potrafili. Mnie to się wydawało całkowicie naturalne i dziwiło mnie, jak można mieć z tym jakieś problemy i jeszcze specjalnie się tego uczyć. Chociaż faktem jest, że odpowiednie treningi, np. medytacja, są pomocne w tym, aby te zjawiska stały się świadome a nie tylko spontaniczne.

Jeśli chodzi o tarota, pierwszą talię posiadałam już w wieku 12 – 13 lat. Wtedy mocno wariowała mi „energetyka”, nawalały mi w domu różne rzeczy i sprzęty. Szalała elektryka, wszystko dawało się we znaki. Podobnie było, gdy po trzech latach przerwy, około roku 2012 powróciłam do tarota: pewne dziwne zjawiska zaczęły się intensywnie manifestować. Był to więc czarny ekran w bankomacie, zatrzaskujące się drzwi, zacinająca się winda, czy świeżo naładowana komórka, która się dość szybko rozładowywała. Dopiero gdy wszystko się zharmonizowało, gdy energie tarota zaczęły ze mną współgrać, wróciły te sprawy do normy. Co nie znaczy, że do końca nie mam już z tym problemów, ale – no właśnie – jest to zawsze mocno związane z moją energetyką i zwyczajnie z wewnętrzną harmonią.

W pewnym swoim poście w grupie Klub Tarota piszesz: „Nie odnajduję się w Raider Waicie. Nie czuję go. Dopiero Thoth mną porządnie potrząsnął”. Czy mogłabyś podzielić się, na czym polega ta subtelna różnica pomiędzy „czuciem” i „nie-czuciem” talii? Czy to coś w rodzaju zauroczenia, waloru estetycznego, poczucia tajemniczej energii, czy też przeciwnie – jakiegoś nagromadzonego już doświadczenia czy czegoś bardzo subiektywnego, niemożliwego do opisania?

Już tak jest, że jak mam do czynienia z różnymi taliami, to towarzyszy temu silne zjawisko, które można nazwać szerokim mianem „energetyka”. Z tarotem i zjawiskami ezoterycznymi jest jak z ludźmi: albo rezonujesz z nimi, albo nie rezonujesz. Albo wyczuwasz ich, albo jest Ci to kompletnie obojętne. Talia Thotha to silna energetyka, na mnie działa najintensywniej, tu jest najsilniejszy wpływ współgrania. Inne talie odbieram już w inny, nieco subtelniejszy sposób. Te energie znajdują się poza sferą intelektualną – dlatego tak trudno się je opisuje i tak trudno je przedstawić osobom z zewnątrz, które w tym nie uczestniczą.

Z talią Thotha wiąże się także pewna historia. To było tak, że na początku 2012 rozmawiałam ze swoim znajomym. Miałam wtedy przerwę od tarota, trwającą około trzech lat. Do tej pory wróżenie odbywało się w kontakcie bezpośrednim, podczas osobistego spotkania, ale we wspomnianym 2012 nastąpiła pewna zmiana i postawiłam na działalność internetową. Wtedy też szukałam odpowiedniej talii i moją uwagę przyciągnęła właśnie talia Thotha, w związku z czym postanowiłam dokonać zakupu. Ta talia po pewnym czasie przyszła do mojego domu, ale sam sposób jej pojawienia się był co najmniej zaskakujący. W tej konkretnej księgarni internetowej mamy do czynienia z taką procedurą zakupu, że jeśli coś przyjdzie do domu, to dopiero po odbiorze przesyłki należy za nią zapłacić. Otóż za tę talię rachunku nie dostałam! Dostałam odpowiedź, że ten zakup nie istnieje! Dokładnie tak – ta talia została mi podarowana, ten zakup nie istniał!

562451_187408321409174_158416815_nMasz zapewne w domu sporą ilość talii. Jak to jest z tymi taliami, czy po pewnym czasie nie przypomina to kolekcji książek, z których się cieszymy, ale nie nadążamy, by je przeczytać? Czy z taliami może być tak, że niektóre pełnią rolę dzieł sztuki, nie będąc  jednocześnie narzędziami prognostycznymi?

Akurat nie jestem kolekcjonerką talii. Książki, i owszem, mogę powiedzieć, że zdarza mi się kolekcjonować, natomiast talii nie. Kupuję rzeczywiście talie, które odczuwam jako te, z którymi będę pracować. I zazwyczaj tak jest, że zakup jest trafiony i talie te konkretnie coś wnoszą do mojej pracy z ludźmi. W przeciągu 20 lat byłam posiadaczką i użytkowniczką wielu talii. Teraz dominują cztery talie: Thoth, Book of Shadows, Tarot of Sexual Magic, Osho Zen Tarot.

Book of Shadows to typowa talia wiccańska, posiadająca silną energię żeńską, lunarną, pięknie sprawdza się przy rozkładach karmicznych, badaniach poprzednich wcieleń. ToSM  pięknie pokazuje mi sprawy uczuciowe, partnerskie, erotykę. Osho to tarot typowo zenowski, dosyć ładnie i psychologicznie rozgryzający człowieka. Wspaniały do pracy zarówno ze sobą, jak i z ludźmi. Bardzo silne zwierciadło różnych ukrytych aspektów człowieka.

Prowadzisz bloga: Tarot Crowley’a – La Mandragora (a także Księżycowy i wierszowy). Co szczególnie ważnego, Twoim zdaniem, znajduje się w tej talii, że wybrałaś ją jako patronkę swojej strony?

Dla mnie bardzo ciekawa jest energetyka tej talii. Jest to talia bardzo bogata. Praca z Thothem to dla mnie całe spektrum możliwości, szeroki wgląd w pewne rzeczy.

Mamy tu nie tylko podstawowe możliwości Tarota. Jest magia seksualna, jest tantra, są aspekty oświecenia, jest naprawdę całe spektrum wszystkiego. Inne talie są dla mnie jakby odgałęzieniami, wgłębiającymi się już w konkretną tematykę. Tu mamy wszystko.

Podczas poszukiwań własnego archetypu w Arkanach Wielkich, przypominającego trochę zabawę, wybrałaś sobie kartę Śmierć. Skąd myślisz, dokonał się ten wybór? Co takiego ważnego jest w tej karcie, abstrahując od znaczeń, które są dla wielu znających się na taliach tarota znajome? Czy kontekst wyrywanej mandragory wpisuje się tutaj w tę opowieść?

Ogólnie dla mnie śmierć jest czymś całkiem normalnym. Jako dziecko dwa razy umierałam. Przeżyłam dwa razy śmierć kliniczną, gdy byłam małym dzieckiem. Jako nastolatka powtórnie otarłam się o śmierć. Tak że dla mnie jest to temat, mogę powiedzieć, mocno oswojony. Jeśli chodzi o wybór postaci, to był to wybór niezamierzony. Wybór śmierci dokonał się sam, ponieważ… wyciągnęłam to podczas rozkładu.

Umówiłam się wtedy, można tak to ująć, z kartami, że wyciągnę 3 karty. Pierwsza karta AW, którą wyciągnę, to miała być właśnie TA karta. Ewentualnie mogłaby być opcja, że nie wyciągnęłabym żadnej karty AW, wtedy nie byłoby zupełnie tematu. I pierwszą kartą była karta Śmierć.

Przy okazji muszę dodać, że w Tarocie karta ta również nie kojarzy mi się specjalnie źle.
Mówi mi ona zawsze o procesie, który trwa jakiś czas, na który jesteśmy w stanie się odpowiednio przygotować, ponieważ także nasza świadomość się do tego w jakiś sposób dostosowuje. Jest to także karta, która zawiera w sobie aspekt nowej struktury. Śmierć to 13. 13, czyli 1+3 – i mamy Cesarza. Żeby mogła narodzić się nowa, stała struktura, najpierw musi obumrzeć stara struktura, czyli ogólnie element życia. Przemijanie, nic nie posiadamy na stale. Więc norma.
Co ważne, świadomość tego pozwala właśnie w całej pełni cieszyć się tym, co już posiadamy. Nie odkładać ważnych rzeczy na jutro, pojutrze, bo wiemy, że nic nie jest wieczne i jutro zwyczajnie może nas nie być.
Przy czym człowiek ma świadomość tego, żeby nie trzymać niczego kurczowo przy sobie. Wszystko ma swój czas i jest także czas przemijania. Więc coś dostajemy, coś jest przy nas i gdy przychodzi odpowiedni czas, to odchodzi. Mija.

525392_192717314211608_1822469698_nReligia katolicka często odnosi się do tarota jako do energii demonicznej, czegoś przeciwstawnego do energii miłości. Takie podejście raczej nie przysparza pozytywnego nastawienia do tej dziedziny, ale bez wątpienia jakaś energia temu tarotowi towarzyszy. Jaka?

Nie wychowywałam się w rodzinie katolickiej, więc trochę trudniej jest mi się to do tego odnieść. Rodzina była religijna, ale nie katolicka. U mnie dość ważne było, że ja do dwóch lat byłam wychowywana głównie przez moją babcię, która była ukraińska szeptunką, uzdrowicielką. I również potem miała ona na mnie spory wpływ, aż do swojej śmierci, czyli w sumie prze pierwszych osiem lat mojego życia. Tym samym te różne religijne wkręty rodziny nie miały na mnie aż takiego wpływu. Na przykład dość wcześnie sięgnęłam po tarota. Kiedyś po prostu szłam deptakiem w Zielonej Górze i na wystawie była talia tarota marsylskiego, która przyciągnęła wtedy bardzo mocno moją uwagę. Tak że pognałam do domu, wyciągnęłam wszystkie pieniążki, jakie miałam, i pobiegłam ją kupić. Była to wtedy dla mnie zupełnie naturalna decyzja. Nie zastanawiałam się nad tym głębiej.

W moim odczuciu sam tarot nie ma jakiejś szczególnej energii, dopóki z nami nie rezonuje, nie wchodzi w relację. To jest tylko papier, a kluczem do odczytywania znaczeń, przekazu tarota, jesteśmy my, ludzie. Jeśli zatem ktoś nie ma wiedzy o tarocie, a przede wszystkim jeśli nie czuje tarota, to karty nie powinny mieć na niego wpływu, chyba że on bardzo silnie chce w to złowrogie działanie kart uwierzyć. Jak to się mówi, „Diabeł wszędzie widzi diabła”. Jeśli jednak ktoś podchodzi do kart w sposób neutralny, to będą to dla niego wyłącznie zadrukowane kartki, które nic nie znaczą. Nie będzie tam miejsca ani na dobrą, ani na złą energię.

Podsumowując temat: musi nastąpić relacja pomiędzy człowiekiem i kartami. Bez człowieka nie ma „mocy” kart, również tych, które były wcześniej używane. Sama osobiście miałam talię po kimś i niczego szczególnego nie zauważyłam. Profilaktycznie oczyszczałam talię i mogłam potem z nią pracować. Nie było żadnych strasznych zjawisk.

Czy w tarocie można się zatracić? Czy bywa nałogiem, który trudno jest odstawić? Jak byś to ujęła?

Oczywiście, że tak. Podobnie, jak we wszystkim innym, w tarocie można się zatracić. Ale można się uzależnić od wszystkiego, również od prozaicznych rzeczy, np. od oglądania seriali, jedzenia, picia herbaty czy kawy. Tarot jest o tyle wciągający, że daje spore możliwości – tu tkwi zasadniczo haczyk. Znam osoby, które wszystko sprawdzają w kartach, tu czai się największe niebezpieczeństwo. Hajo Banzhaf mawiał: „tarot jest dobrym sługą, ale złym panem”. To powinno być pewną wskazówką: tarot może być kierunkowskazem, ale nie może być wyrocznią.

Przyszłość jest sprawą bardzo płynną, a na to, co będzie jutro, pojutrze, ma wpływ na nasze dziś, a konkretnie nasze tu i teraz. I mamy często tak, że karty potrafią mówić w kontekście jakiejś sprawy bardzo źle, ale kiedy zmieniamy nasz stan umysłu, zmieniamy podejście do pewnych spraw lub nagle podejmujemy działania zupełnie inne, niż do tej pory zakładaliśmy, wtedy karty od razu zaczynają zupełnie inaczej z nami rozmawiać.

Tarot nie powinien być także używany do prześwietlania innych ludzi, a to bardzo często dość kusząca możliwość, szczególnie na samym początku pracy z tarotem. Zajrzeć tu i tam, zobaczyć coś, co nie było przeznaczone praktycznie dla naszych oczu. Niektórzy wykorzystują tę możliwość do zaglądania tam, gdzie nie należy tego robić, np. służy on do inwigilowania ludzi, do robienia tzw. lewatyw mentalnych, usiłowania wejścia w czyjąś psychikę, przestrzeń bez jego zgody. Gdy sprawy się tak mają i zaczynają niebezpiecznie wkraczać w czyjeś osobiste życie, wtedy powinna się pojawić lampka ostrzegawcza.

Czy czerpiesz inspirację dla tarota z innych dziedzin ezoteryki, lub sztuki? Czy istnieje jakaś ważna książka, dzieło sztuki, lub spektakl, który poszerzył Twoje spojrzenie na tarota?

Ogólnie bazą są dla mnie różne książki tarotowe. Pomaga mi znajomość niemieckiego: Arries Angeles, Armin Denner, Hajo Banzhaf. Jest masa ciekawych książek właśnie w tym języku, których nie ma jeszcze po polsku. Dodatkowo dochodzą zainteresowania szamańskie, zen. Niby to nie ma bezpośredniego przełożenia, ale nie pozostaje bez wpływu na pracę z ludźmi. Jeśli chodzi o zen, to w szczególności pole do popisu ma tu talia Osho Zen Tarot, to jest typowo zenowska inspiracja. Także w Thocie jest dużo elementów, które wyłapuję, które są istotne i ważne. To elementy oświeceniowe, elementy buddyjskie, na to zwracam uwagę i to mnie pasjonuje. Natomiast jeśli chodzi o szamanizm, używam szamańskich kart uzdrawiającej mocy Jamie Sams. Zwierzęta posiadają konkretną moc uzdrawiającą. Pokazują energie, które na dany moment są w życiu ważne, te energie przychodzą, trwają i odchodzą. Każde z tych zwierząt ma energię, szczególną dla danego momentu życia. Taką, która może być wspierająca, która może pomoc uzdrowić nam to, co dzieje się obecnie w naszym życiu. 481684_497618486939344_506232815_n

Oprócz tarota pasjonuję się bioenergoterapią. Posiadam te zdolności do leczenia, mogę przykładać ręce i leczyć swoje córki, jednak nie tylko. Wykorzystuję to także w kontakcie z innymi, np. ze starszymi ludźmi. Kiedyś miałam bardzo ciekawe doświadczenie. Otóż miałam do czynienia z chłopcem, który ma syndrom Downa. To była dosyć niekomfortowa sytuacja, także chłopiec był niespokojny, dlatego próbowałam przekazać mu wtedy mentalnie, żeby się uspokoił, i wesprzeć go niejako energetycznie. To mi się udało, ale zapłaciłam za to pewną cenę, bo stało się ze mną coś bardzo dziwnego. Poczułam się, jakbym patrzyła czyimiś oczami, jakbym została wciągnięta do czyjegoś świata. Było to wtedy bardzo silne odczucie. Towarzyszy mi ono nie od dziś w różnych sytuacjach, jednak tu było ono bardzo silne i związane konkretnie z tą sytuacją.

Jakie masz plany na przyszłość? Czy masz jakieś marzenia, albo projekty, które chciałabyś zrealizować?

Staram się obecnie skupić na sprawach bieżących, chociaż mam też trochę planów na przyszłość. Najważniejsze są dla mnie moje dzieci. Rozglądam się także za kursami w moim mieście, Kolonii. Jestem w trakcie poszukiwania odpowiedniej sangi (dalsze praktykowanie buddyzmu, zen), więc w planie mam odwiedzanie różnych sang itd.  To są ważne sprawy. W maju chcę także iść tu, w Kolonii, na kurs I. Stopnia Reiki.

Ogólnie biorąc, rozglądam się na bieżąco, co wychodzi mi naprzeciw i jak odpowiada to temu, czego oczekuję, co chcę robić i co ze mną na ten moment rezonuje.

Mam w życiu taką zasadę, że marzenia są piękne itd., ale ja zaraz sprawdzam, co z tego mogę realnie osiągnąć. Nie jestem fanką bujania w obłokach i tracenia czasu i sil na coś, co może pozostać jedynie w sferze marzeń. Albo jest to realnie do zrealizowania albo odpuszczam to i idę dalej.

Facebook-logo

Kasia na fb

KOSMOGRAM KATARZYNY ALRAUNE (wykorzystano program Urania, można go powiększyć, klikając na poniższą grafikę)

Kasia Alraune radix

Komentarz astrologiczny Mirosława Czylka:

Kosmogram Kasi wyraża się w sposób bardzo wyrazisty. Zwróćmy choćby uwagę na szczególne połączenie Księżyca i Marsa w znaku Byka, w pobliżu gwiazdy stałej Algol. Rozmówczyni porusza w swoich wyborach dosyć często motywy typowe dla świata księżycowego, a w swoim pseudonimie wykorzystuje motyw korzenia mandragory, który rośnie w nocy. Ta umiejętność docierania Alraune do ukrytych części osobowości przeplata się z charakterem nocnego i silnego archetypu wilczycy. Kwestia opiekunki zaznacza się w kilku miejscach kosmogramu i jest to bardzo silna manifestacja. Symptomatyczna jest choćby koniunkcja Księżyc – Mars, która często wyróżnia się w horoskopach harcerek, nauczycielek, opiekunek i kobiet, które mają dar do pielęgnacji i opieki względem dzieci, czy istot słabszych. Słońce tego kosmogramu znajduje się na ostatnim stopniu Bliźniąt, tuż przed wejściem do znaku Raka. To pewien rodzaj znaku, w dodatkowy sposób pokazujący wykorzystanie swojej wiedzy i umiejętności przystosowawczych na płaszczyźnie macierzyńskiej, wychowawczej i opiekuńczej – zważywszy na posadowienie Panny na zenicie tego horoskopu i Merkurego w znaku Raka, w ścisłej relacji z osiami tego horoskopu. Wracając do znaczenia Algol w tym horoskopie: jest to energia wymagająca zmierzenia się z trudnymi okolicznościami życia, jej spektrum działania jest bardzo silne. Może poprowadzić w stronę wzniosłych i ważnych treści duchowych, jak też zderzyć właścicielkę horoskopu z trudnymi sytuacjami w życiu. Reinhold Ebertin i Georg Hoffman w książce „Gwiazdy Stałe” (wyd. nakładem Biblioteki PTA) zachęcają do wykonania własnego zestawienia przy okazji tej gwiazdy. Z mojej perspektywy wydaje mi się, że Algol, Głowa Meduzy, daje mnóstwo doświadczeń duchowych, a te potrzebują jako gleby żyznego doświadczenia, często trudnych sytuacji życiowych. Tak jakby Twórca dał mniejszy margines wyboru: będziesz widzieć więcej, ale w zamian oferujesz mi część swojego komfortu życiowego.

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s