Polska szkoła tarota. Co wy na to?

awatar swiatW wywiadzie z Arturem Mantyką moje szczególne zainteresowanie wzbudził wątek zapoczątkowany cytatem: „Postanowiłem w tym roku poszukać tożsamości. Dla uściślenia dodam, iż chodzi mi o tożsamość karcianą”. Z jednej strony Artur stwierdza jasno, że wszystko, co pisze na temat tarota, odzwierciedla z założenia jego własny punkt widzenia i może „odbiegać w sposób znaczący od przyjętych zasad opisu kart, powiązań, rozkładów”, z drugiej jednak strony zauważa: „Sam często łapię się na tym, że moje poglądy to mieszanina kilku szkół tarota, które powoli zaczynam rozpoznawać i nazywać po imieniu.” W Polsce mało kto spośród grona osób zajmujących się tarotem orientuje się, co doprowadziło „do uznania pewnych koncepcji karcianych za kanon współczesnego dyskursu o kartach”, bo brakuje na ten temat literatury w języku polskim.

Ja sam też niewiele na ten temat wiem, stwierdzam jedynie, że istotnie funkcjonują mocno ugruntowane stereotypy na temat znaczenia poszczególnych kart, które bardzo często nie mają wyraźnego związku z tarotowymi obrazkami. Kiedy podjąłem w Klubie Tarota akcję uważnego oglądania obrazków z najbardziej klasycznych talii w celu opisania tego, co widzę, i jak to interpretuję – również w szerszym kontekście innych kart z danej talii – dość często spotykałem się z reakcją: NIE, karta ta znaczy co innego, bo tak się ogólnie uważa i tak mi to wychodzi przy interpretowaniu rozkładów. Opinie takie nie miały na ogół żadnych odniesień do obrazków. Co więcej, w różnych taliach te obrazki są niekiedy – na tych samych nominalnie kartach – całkiem inne, sugerując odmienne znaczenia. Ale i tak przeważa opinia, że jest jakiś „tarot sam w sobie” – i z tej perspektywy wszystkie znaczenia są tożsame. Np. Ósemka Mieczy będzie zawsze Ósemką Mieczy, bez względu na to, czy jest to karta z Tarota Marsylskiego, z talii Ridera Waiteʼa, czy z Thoth Tarot Crowleya.

Jest to doskonale znane zjawisko zbiorowej świadomości jakiejś grupy ludzi w danym czasie, która każe ignorować wszystko, co zdaje się jej zaprzeczać. Jest na przykład bardzo silne i rozpowszechnione przeświadczenie, że chrześcijaństwo jest religią miłości. I można rzucać całymi garściami cytaty z Nowego Testamentu, jawnie sprzeczne z zasadą miłości – bez większych szans na to, że chrześcijanin przyjmie to do wiadomości. W razie czego odwoła się do tych, którzy dają jedynie słuszną wykładnię doktryny, i zarzuci ci ignorancję w tym względzie. Znam to zjawisko także z dziedziny, którą zajmuję się zawodowo – z historii filozofii. Praca naukowa zgodnie ze standardami akademickimi polega na tym, że pisze się głównie o tym, co napisali na dany temat inni. Jako specjalista od Hegla zauważam, że inni, którzy piszą na jego temat, zdają się – w sprawach najistotniejszych – nie wiedzieć lub nie rozumieć tego, co on sam po wielokroć i jasno napisał, powtarzają za to jedni po drugich niezgodne z tym stereotypy.

Wróćmy jednak do tarota. Ostatnio zacząłem się przyglądać polskim taliom tarota – po prostu tym, które miałem pod ręką. Jako autor „Tarota Apokalipsy” miałem dotąd raczej przeświadczenie, że moja talia, owszem, w sposób brutalny i rzucający się w oczy nie liczy się „kanonem współczesnego dyskursu o kartach tarota”, natomiast większość masowo powstających za granicą nowych talii trzyma się tego kanonu, dla którego punktami orientacyjnymi są zwłaszcza Tarot Marsylski, Rider Waite i Thoth Tarot Crowleya. Przeważnie są to nowe warianty Ridera Waiteʼa, talii atrakcyjnej ze względu na obrazkowe blotki.

Na pierwszy ogień poszła talia „Mistic Tarot” – Beaty Marcinkowskiej (Wróżki Sary), o czym poinformował nas Igor Alexander, bo na pudełku nie ma żadnej informacji o autorach. Mieliśmy ją w domu od dawna, ale dotąd się jej nie przyjrzałem. Rzut oka na wielkie arkana wystarczył, by zorientować się, że autorka przeważnie nie trzyma się kanonu, ale ma własną koncepcję. Może własną, może podsuniętą przez świat duchowy (autorka ma dar jasnowidzenia), w każdym razie ciekawą i logiczną. Opisałem te wielkie arkana w sposób interpretujący i te opisy (w trzech odcinkach) spotkały się nawet z zainteresowaniem czytelników.

Kolejną talią był Tarot „Droga” Marzeny Czumaczenko. I znowu zaskoczenie, tym większe, że autorka jest przede wszystkim artystką, a z tarotem zapoznała się głównie na potrzeby własnej kreacji artystycznej. Talia ta okazała się jednak nie tylko dziełem sztuki, ale też prezentacją własnej, bardzo oryginalnej koncepcji tarota. Pod tym względem w szczególne zdumienie wprawiły mnie blotki, będące w założeniu tylko uzupełnieniem talii, bez szczególnych ambicji artystycznych (ukierunkowanych głównie na wielkie arkana i karty dworskie). Również tej talii poświęciłem obszerne komentarze (w ośmiu odcinkach).

Na koniec zabrałem się do „Tarota Medytacyjnego Poznaj siebie” Dariusza Cecudy. Tym razem autorem nie jest ani wróżbita, ani artysta, lecz znawca ezoteryki, oddający się ponadto praktykom duchowym, na co zresztą wskazuje sam tytuł talii. I znowu okazało się, że autor swobodnie obchodzi się z kanonem, który zresztą świetnie zna. W sekwencji wielkich arkanów pozamieniał kartom numery (dotyczy to numerów II, III i IIII), odszedł w bardzo wielu przypadkach od rozpowszechnionych wzorców ikonograficznych, zaprezentował bardzo oryginalne ujęcie kart dworskich, a blotkom, przeważnie nawiązującym mniej lub bardziej do Ridera Waiteʼa, ponadawał nowe znaczenia za pomocą różnych dodanych od siebie obrazkowych symboli. Całą tę talię opisałem (w sześciu odcinkach).

Wniosek? Zobaczymy, co się okaże przy oglądaniu kolejnych, ale oto mamy już cztery polskie talie (łącznie z moją, a ja też jestem kimś zupełnie innym od trójki wymienionych powyżej autorów), które prezentują bardzo swobodne podejście do kanonu. Ponadto, z tego, co wiem o tym, jak polskie talie są postrzegane na świecie, wynika, że zwracają one uwagę swoją oryginalnością, budzą zainteresowanie. W tym kontekście zastanawiające jest to, co mówi Artur w wywiadzie o „importowaniu obcych, niezwykle udanych projektów socjologicznych, psychologicznych, wyznaniowych, także ezoterycznych na rynek krajowy”, z których „zazwyczaj wspólna pozostawała nazwa, treść zaś była ‚przystosowywana’ do naszych osobistych, narodowych preferencji”, co prowadziło już „na starcie do przekreślenia założeń wyjściowych tych projektów”, a „finalnie do stwierdzenia, że u nas takie ‚nowinki’ nie działają.”

Skoro więc z importem tak kiepsko idzie, to może zacznijmy eksportować? Może wykreujmy i promujmy w świecie „polską szkołę tarota”, odchodzącą od „kanonu współczesnego dyskursu o kartach”, ukształtowanego przez szkołę angielską czy też francuską? I może niech Artur odnajdzie tę swoją „tożsamość karcianą” – zgodnie z maksymą „jestem różny” i z zachowaniem pełnej suwerenności w stosunku do wspomnianego kanonu – i stworzy nową polską, w pełni oryginalną talię tarota prędzej, niż się obecnie spodziewa. Wykonawca na pewno się znajdzie.

4 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s