Wywiad z Arturem Mantyką

Miroslawczylek1Jestem różny

Wywiad z Arturem Mantyką

Artur MantykaArtur, przeglądając Twoje internetowe artykuły, porady i wskazówki, poczułem się nieco zakłopotany. Serwis http://tarot.diariusz.net/ wygląda niczym tarotowa wikipedia, mnóstwo tam porad, linków, dobrej nawigacji. Wygląda to niczym przewodnik przeznaczony dla turystów zwiedzających wielkie miasto. Najzabawniejsze, że w całym przepływie informacji nie mogę odnaleźć żadnej informacji o Tobie, jakiejś zakładki „O mnie”. Dopiero we wstępie do Twojej publikacji „Mój Tarot” zapytujesz: kim ty chłopie w zasadzie jesteś jeśli mowa o twoim poglądzie metafizycznym – twojej duchowości? Robisz to w sposób przewrotny, bo później określasz siebie jako materialistę i racjonalistę, oczywiście, w bardzo szerokim kontekście ezoterycznym. Jak myślisz, czy bycie materialistą – racjonalistą jest w dzisiejszych czasach wyzwaniem trudnym, czy rzeczą najzupełniej zwyczajną? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że racjonalista ma najtrudniej, ponieważ znajduje się pomiędzy egzaltowanym, wizjonerskim kowadłem, a scjentystycznym i złośliwie obcinającym skrzydła młotem.

Kiedy zaczynałem pracować nad tarotowym wiki, a później blogiem, celowo nie stworzyłem strony autorskiej. Wyszedłem z założenia, iż większość ludzi (wliczając w to i mnie samego) ma naturalną skłonność klasyfikowania autorów tekstów w oparciu o ich biograficzne notki. Po zapoznaniu się z nimi większość treści serwisów odczytuje właśnie przez ich pryzmat. Zdecydowałem się więc na swoistą szaradę – jeśli chcesz się o mnie, autorze wspomnianych serwisów, czegoś dowiedzieć, czytaj uważnie moje teksty. Z nich dowiesz się zarówno tego kim jestem obecnie, jak i tego czym zajmowałem się w przeszłości; poznasz moje poglądy; ostatecznie zaś odtworzysz obraz mnie jako człowieka. Z relacji osób korzystających z formularza kontaktowego na przestrzeni ostatnich dwóch lat wnoszę, że takie podejście sprawdziło się; dzięki temu czytelnicy, którzy zdecydowali się ze mną dyskutować nie sięgali po argumenty personalne, a koncentrowali się na treściach tekstów. To sprawia, że ich wiedza w temacie rosła (argumenty odpierają argumentami, a to oznacza, że muszą je poznać), a i moja nie śniedzieje, gdyż czasami (dzięki ich, czytelników, kreatywności) i ja muszę sięgać do źródeł, rozwijać wiedzę, aby móc udzielać im rzetelnych odpowiedzi.

W przypadku ‚tarotowego wiki’ zaznaczam, gdyż wiem, że łatwo o pomyłkę (za sprawą zasad wikipedii) iż:

„Wszystkie artykuły i teksty, które się tutaj znalazły stanowią odzwierciedlenie mojego, autora serwisu, punktu widzenia. Jako takie niewolne są od opinii, które mogą odbiegać w sposób znaczący od przyjętych zasad opisu kart, powiązań, rozkładów. Proszę nie zapominajcie o tym fakcie w trakcie lektury.”

Powtarzam to do znudzenia, albowiem po kilku latach rozwoju systemu, jak sam zauważasz, rozrósł się on do tego stopnia, iż może stwarzać wrażenie systemu innego niż jest w zamierzeniu i rzeczywistości. Dodam tutaj także i to, że moim marzeniem jest wziąć kiedyś udział we współtworzeniu pełnowymiarowego systemu wiki poświęconego tarotowi, rodzimemu odpowiednikowi anglojęzycznej Tarotpedii czyli pełnowymiarowej encyklopedii tarota on-line.

Twoje właściwe pytanie stanowi dla mnie wyzwanie, albowiem nie potrafię na nie odpowiedzieć jednoznacznie. Jedną z moich pasji była grafika komputerowa, dzięki niej nauczyłem się, iż pomiędzy bielą a czernią na obrazie monochromatycznym znajdziemy 254 odcienie szarości. Jeśli zastosować tę regułę do pytania czy lepiej być materialistą/racjonalistą, czy też wizjonerem/metafizykiem, odpowiedziałbym, że za rozsądne uważam unikanie postaw skrajnych. To stawia mnie na skali szarości, w której, zależnie od sytuacji, punkt równowagi między obydwoma postawami jest płynny, zmienia się. Wpływa na to szereg okoliczności, doświadczeń własnych. Od zawsze poszukiwanie równowagi postaw, podejść, otwartość w podejmowaniu decyzji, stawiam wyżej niż jednoznaczne samookreślenie się w opisanym przez Ciebie sporze racjonalizmu z metafizyką. Jeden z moich ulubionych poetów napisał:

Homo – Jonasz Kofta

Jestem człowiek
De domo homo
Jaki ja właściwie jestem
Nie wiadomo
Najpierw mały
Potem duży
Potem siwy
Albo łysy
Bo przyroda
Także swoje ma kaprysy

Jeden problem mamy z głowy
I ad acta go odłóżmy
Wniosek z tego prawidłowy:
Jestem różny

Jestem człowiek
De domo homo
Co najbardziej sobie cenię
Nie wiadomo
Urodzenie
Powodzenie
Czy też czyjeś
Zawodzenie
Czy najbardziej sobie cenię
Przyrodzenie

Może ranię czyjąś duszę
Po co jasny obraz mazać
Jestem przecież i jako taki
Muszę się rozmnażać

Jestem człowiek
De domo homo
Czego mi do szczęścia trzeba
Nie wiadomo?
Wiadomo

Nie opuszcza mnie marzenie
Płynie czas, mijają lata
Chciałbym powyrywać nóżki
Wszystkim muszkom świata

Obraz sprawy nieco krzywy
Ale po co bić na alarm
Bardzo chciałbym być szczęśliwy!
I się staram…

Wiersz ten, a w szczególności słowa ‚jestem różny’, to poniekąd moje życiowe motto. Zakładam, że właśnie za sprawą mojego ‚bycia różnym’, oraz programowego sporu dwóch postaw, złożoną przeze mnie deklarację światopoglądową odczytałeś w taki a nie inny sposób. Dla mnie wyzwaniem jest sztuka zachowania właściwej (z mojej perspektywy) proporcji i umiejętność uruchamiania racjonalizmu tam, gdzie dominuje metafizyka, a wizjonerstwa tam, gdzie rządzi materializm; tym samym wyłączenie siebie z wojny pomiędzy wiedzą a wiarą i przyjęcie w niej zasady neutralności.

Jesteś z wykształcenia teologiem. Czy zgadzasz się z tezą, że ex–chrześcijaninowi paradoksalnie łatwiej wejść w świat ezoteryki, niż komuś zobojętniałemu na potrzeby świata duchowego? Są to w pewien sposób światy równoległe, ale czy mogą czerpać wzajemne inspiracje?

Termin ‚paradoks’ jest ostatnim z terminów, którego użyłbym w tym przypadku. Świat religii (tu: chrześcijaństwa) i ezoteryki, to z mojej perspektywy dwa różne kierunki tego samego nurtu duchowości inaczej rozkładające akcenty ‚użytkowe’. Świat religii podkreśla stałość w dążeniu do celu, akcentuje długoterminowość, premiuje konsekwencję. Świat ezoteryki dopuszcza do głosu indywidualizm, pragnienie poszukiwania nowych kierunków na drodze duchowości. W moim przypadku dobrze sprawdza się połączenie obydwu i mimo, że daleki jestem od autorytarnego stwierdzenia, że to najlepsze z możliwych rozwiązań, to jednak wyrażam taką opinię. Przecież tarotowe wiki nie powstałoby bez protestanckiego etosu pracy, bez benedyktyńskiego ‚ora et labora’; tych obu połączonych z chęcią opowiedzenia o doświadczeniach z zakresu mocno wychodzącego poza sferę duchowości stricte chrześcijańskiej. Wspomnę w tym miejscu Valentina Tomberga i jego ‚Medytacje o 22 arkanach tarota’ (wydane niedawno w języku polskim); zauważ, że w jego książce to także jest jeden nurt duchowości, wzajemnie przenikających się inspiracji każdej z jego form.

Nie mogę się powstrzymać, żeby zapytać o powiązania poszczególnych kart ze światem biblijnym. Symbole Diabła, Sądu Ostatecznego, czy Wieży Babel muszą posiadać silne zakorzenienie w tradycji chrześcijańskiej. Ile tych ważnych połączeń byłbyś w stanie jeszcze wymienić?

Biblia, głównie za sprawą religii, jest, w naszym kręgu kulturowym, jednym z elementów ów krąg definiujących. Poczynając więc od sfery religijnej, przez moralność i etykę, na języku codziennym kończąc, funkcjonuje ona, i zawarte w niej obrazy (oraz historie), w naszym życiu.

Część kart wprost zapożycza i przywołuje treści i obrazy w niej zawarte. Karta ‚Wieża’ nieodłącznie kojarzona bywa z upadkiem Wieży Babel. ‚Sąd’, z wydarzeniem końca świata w eschatologii ogólnej (nie mylić z indywidualną) opisanej w Biblii. Karta ‚Świat’ z kobietą w wieńcu, często z gwiazdami przywodzi na myśl niewiastę z księgi Objawienia Jana (Apokalipsa); w narożnikach z symbolami ukazanymi w jednej z wizji proroka Ezechiela (utożsamionymi w historii i tradycji z postaciami czterech ewangelistów); ten sam obraz w części talii znajdziesz w ‚Kole fortuny’. Część kart odwołuje się do niej w sposób mniej bezpośredni, oczywisty lub jednoznaczny. Karta ‚Moc’ może bowiem ukazywać przecież zarówno Dawida stawiającego czoło lwu, świat z wizji proroka Izajasza, czy też nierządnicę z księgi Objawienia. Karta ‚Słońce’ przywołuje tradycje biblijne zapożyczone z próby wprowadzenia monoteizmu w Egipcie faraonów (i ich pieśni ku czci Jedynego); ‚Księżyc’ zaś przypomina proroctwa Jeremiasza i zapowiedziane przez niego plagi.

Gdy pisałem opracowanie ‚Mój tarot’ zwróciłem uwagę na fakt pojawiania się świata i historii biblijnych w kartach i pozwoliłem sobie każdą z kart opatrzyć odniesieniem do stosownego, moim zdaniem, tekstu Pisma Świętego. W wielu przypadkach odwołania te miały dla mnie, z uwagi na dobrą znajomość tak tekstu Biblii jak i rozmaitych talii tarota, charakter oczywisty.

Moim celem było zwrócenie uwagi na to, że siatka takich powiązań istnieje, i że nie da się jej zignorować.

Gdy przeglądałem na stronie http://centrumtarota.wordpress.com/ (Twój) „Mój Tarot”, to opadła mi szczęka, ponieważ zobaczyłem, że talią przewodnią Twojej pracy będzie talia Hello Kitty. Brzmi to przewrotnie z dwóch co najmniej powodów: ostrzeżenia księży katolickich przed Hello Kitty wydawało się być kuriozalne, a tu nagle taka niespodzianka. Druga sprawa, to pewien dysonans poznawczy: oto znawca tarota, o umysłowości encyklopedysty podejmuje się takiego ryzykownego zagrania. Czy znasz kogoś, kto faktycznie używał tej talii do prognoz? Czy Hello Kitty, oprócz wywoływania uśmieszku u większości osób, ma w sobie jakiś atut, jakiegoś asa w rękawie?

Talia Kitty jest mi bliska z wielu powodów. Po pierwsze jest bardzo współczesną próbą oddania (moim zdaniem próbą udaną) koncepcji jednej z najbardziej znanych talii – Rider-Waite. Po drugie odwołuje się do bohaterki kreskówki, postaci żywej i popularnej w świecie współczesnym, a za sprawą modnego i popularnego ostatnio egzorcyzmu, także kontrowersyjnej. Po trzecie, to talia, której nie możesz iść i kupić w sklepie gdy najdzie Cię taki kaprys. Autor talii został pozwany przez producenta kreskówki i na mocy wyroku sądowego nie ma prawa do jej publikowania. Talia Kitty jest zatem także przykładem tarota ‚zakazanego’. Po czwarte, jest to tarot, który inspiruje głównie młode pokolenie. W 2012 roku po czarno biały projekt Joe Rosalesa sięgnęła Brittany Whited Tingey, która przekształciła jego dzieło, zachowując około 80% oryginalnej kreski, tylko po to aby ubrać Kitty w kolorystykę talii Thota (jeśli masz szczęście jej talię możesz zamówić). Po piąte, i najważniejsze z mojego punktu widzenia, to jest talia radosna. Wielokrotnie byłem świadkiem importowania obcych, niezwykle udanych projektów socjologicznych, psychologicznych, wyznaniowych, także ezoterycznych na rynek krajowy (jedno z doświadczeń, w które byłem osobiście zaangażowany, opisałem na WIKI). Zazwyczaj wspólna pozostawała nazwa, treść zaś była ‚przystosowywana’ do naszych osobistych, narodowych preferencji i musiała (podkreślam) stać się bardzo poważna. Nieuchronnie. Natychmiast. Prowadziło to na starcie do przekreślenia założeń wyjściowych tych projektów, później do mniej lub bardziej udanych realizacji, a finalnie do stwierdzenia, że u nas takie ‚nowinki’ nie działają. Po szóste nie jest to talia martwa, aczkolwiek w naszym kraju nieużywana.

Czy wybór tej konkretnej talii był celowy? Oczywiście. Po zapoznaniu się ze stroną tytułową opracowania ‚Mój tarot’ przeciętny zjadacz literatury ezoterycznej zaklasyfikował je jako niepoważne, nieodpowiadające jego wizji zagadnienia i zrezygnował z lektury. Pamiętam jak dzisiaj testy, które przeprowadziłem w trakcie pisania. Gdy skończyłem opisywać Wielkie Arkana pozwoliłem podzielić się wynikami pracy z bywalcami popularnych, polskich, tematycznych forów dyskusyjnych. Do dzisiaj mówią o mnie ‚ten od Kitty’ ale początkowa niechęć i powątpiewanie stopniały z czasem. Tylko w ciągu pierwszego roku obecności w sieci opracowanie pobrano ponad 4 tysiące razy (liczyłem unikalnych użytkowników), a z tego wnoszę, że Kitty ma jednak w sobie coś pociągającego.

Kitty ArcykapłankaTalia Kitty, moim zdaniem, dobrze sprawdza się w prognozie tym, że rozładowuje napięcie. Spotykasz kogoś, kto chciałby abyś rozłożył dla niego karty, a tak się składa, że masz przy sobie tylko tę talię. Pierwsza reakcja tej osoby na twoje karty jest bezcenna, w drugiej jej zakłopotanie pytaniem znika, w trzeciej jest chętna do współpracy. Gdy kończycie oboje jesteście pozytywniej nastawieni do świata.

Muszę napisać także, że moja talia zaginęła w tramwaju linii 9 jeżdżącym po Warszawie. Uczciwego znalazcę … a niech używa na zdrowie. Zamówię kolorową 🙂

Wydaje się, że ludzie przyzwyczaili się do prognostyczno – intuicyjnego traktowania kart. Czy tarot bywa czasami spowiedzią, czy spełnia się jako katharsis? Czy można go stosować jako formułę egzorcyzmu, energetycznego wzmocnienia, lub przemiany duchowej?

Początkowo planowałem odpowiedzieć szczegółowo na każde z Twoich pytań w tym względzie. Zbierając myśli uświadomiłem sobie, że w każdym przypadku musiałbym odpowiedzieć pozytywnie. Sięgnąłem zatem do części własnych doświadczeń, tych, które zakresem wychodziły poza ramy Twoich pytań.

Mi osobiście karty pomogły m.in. w przestawieniu się z wrodzonej i nabytej umiejętności posługiwania się wyłącznie definicjami na rzecz opisywania świata obrazem. Umiejętność tę podpatrzyłem w dziełach innych kultur, w ich religiach. Wszędzie tam, gdzie filozofia grecka i rzymskie prawo nie zyskały sobie tak przemożnej roli jak w tradycji europejskiej, wszędzie tam o wiele więcej mówił (i nadal ma do powiedzenia) obraz, metafora, niźli definicja właśnie.

Widzisz, odnoszę nieodparte wrażenie, że granicę możliwych zastosowań kart tarota w praktyce, w życiu, w różnych jego aktywnościach wytycza wyłącznie nasza odwaga, pragnienie eksperymentu, częściowo także wyobraźnia. Gdy tylko pozwolimy sobie wyjść poza stereotyp prognostyczno-mantyczny (w którym jesteśmy bardzo mocno osadzeni), okazuje się, że dotychczas zajmowała nas najmniej atrakcyjna aktywność z nim związana. Kryje się w tym jednakowoż jedno niebezpieczeństwo. Po przekroczeniu granicy zaczynasz z biegiem czasu traktować ludzi, którzy jeszcze tego nie zrobili tak jak zwykło traktować się dzieci, wyrozumiale, ale jeśli masz gorszy dzień po prostu może zabraknąć ci dystansu. Dopowiem i to, że gdy tę granicę przekroczysz, nawet jeśli tylko raz i na krótko, nie odczuwasz już potrzeby powrotu do stereotypu.

Odkryłeś świat, którego atrakcyjność jest o wiele wyższa. Świat, w którym przebywanie daje ci o wiele więcej satysfakcji i przyjemności. Świat, ukierunkowany początkowo na Ciebie i Twoje wnętrze. Otworzy się przed Tobą rzeczywistość, która pozwala Ci wyjść na zewnątrz w dowolnym momencie i użyć kart w celu, co do którego na początku przygody z kartami nie sądziłeś, że w ogóle będzie to możliwe.

Co byś poradził osobom, które podczas stawiania kart tarota myślą, że „grzeszą”. Czy poleciłbyś jakieś ważne wskazówki lub inspiracje, w celu przezwyciężenia tego dylematu, mającego bardzo silne zakorzenienie w naszej kulturze katolickiej?

Niechęć do kart jest charakterystyczna dla wszelkiej maści konserwatyzmów religijnych. Jeśli przyjrzysz się dominującemu modelowi religijności powszechnej w naszym kraju, to dojdziesz dość szybko do wniosku, iż masz do czynienia z modelem konserwatywnym zbudowanym na podłożu pobożności kulturowej, wiary naturalnej, konformizmie. W takich okolicznościach tarot staje się tabu.

Jestem przekonany, że każdy kto próbuje je przełamywać skazany jest na dość nieprzyjemne przejścia z tym faktem związane. Jeśli zatem ktoś uważa, że ‚tarot to grzech’, powinien z kart zrezygnować dla zachowania spokoju ducha, dla zachowania równowagi, także psychicznej. Jedyna rada jaką mogę służyć to stwierdzenie, iż jeśli z kartami komuś ‚po drodze’ wcześniej czy później jego sumienie we własnym zakresie rozsądzi ten temat a dylemat zniknie.

Drugiego stycznia na Google Plus napisałeś słowa: „Postanowiłem w tym roku poszukać tożsamości. Dla uściślenia dodam, iż chodzi mi o tożsamość karcianą”. Powiem szczerze, że ten manifest bardzo mnie zaintrygował. Czy to coś na zasadzie żeglarza, który szuka swojego przyczółka i domu, czy coś zupełnie innego? 

Wiele z grona osób posługujących się tarotem ma ograniczone możliwości dochodzenia źródeł (za sprawą braku opracowań w języku polskim), które doprowadziły do uznania pewnych koncepcji karcianych za kanon współczesnego dyskursu o kartach. Sam często łapie się na tym, że moje poglądy to mieszanina kilku szkół tarota, które powoli zaczynam rozpoznawać i nazywać po imieniu. Dlaczego umiejętność rozpoznania ich jest dla mnie ważna? Otóż jestem człowiekiem ciekawym świata. W czasach, w których byłem jeszcze studentem szkoły teologicznej, rozrywkę intelektualną stanowiło dla mnie wyselekcjonowanie, opisanie w czasie, określenie imiennie autorów różnych koncepcji, które w moim ówczesnym świecie funkcjonowały w randze prawdy objawionej, dogmatu. To podejście okazało się w późniejszym okresie, w okresie gdy pracowałem już jako duchowny, bardzo pomocne w dialogu z innymi ludźmi. Podobnie jest z kartami. Używając ich dochodzę do różnych wniosków i czasami wiedza, czy dana myśl ma charakter autorski, czy też jest kalką cudzego pomysłu (nieświadomą lub podświadomą), byłaby wiedzą pomocną do podjęcia decyzji o dalszym jej rozwijaniu (mógłbym przy tym bazować nie tylko na własnym eksperymencie ale i na cudzym doświadczeniu) lub zarzuceniu. W każdym przypadku byłaby pomocna w dalszej pracy i dialogu z innymi. Jeden z najżywszych przykładów tego stanu rzeczy odzwierciedla w kartomancji z tarotem koncepcja ‚kart bram’; na naszym rynku karcianym to koncepcja w randze dogmatu i stosunkowo łatwo jest wyjaśnić dlaczego w naszym kraju zyskała sobie właśnie taką, a nie inną, rangę mimo krótkiej, dwudziestoparoletniej egzystencji.

Czy masz w planach, sam, lub ze współpracy z inną osobą, stworzyć talię kart? Co o tym myślisz?

Nigdy nie myślałem o własnej talii głównie za sprawą zerowego talentu artystycznego w zakresie rysunku. Możliwość współpracy z kimś w tym właśnie kierunku to potencjalnie jedyna droga do realizacji takiego projektu. Na dzień dzisiejszy odkładam ją jednak do teczki projektów ‚do realizacji’ w bliżej nieokreślonej, ale jednak przyszłości.

Facebook-logoArtur Mantyka na Fb

KOSMOGRAM ARTURA MANTYKI (wykorzystano program Urania, można go powiększyć, klikając na poniższą grafikę)

Kosmo Artur M

Komentarz astrologiczny Mirosława Czylka:

Kosmogram Artura Mantyki jest nie mniej inspirujący, niż sama treść wywiadu. Odnajdujemy trzy dominujące wiązki: jedną jest połączenie Słońca – Merkurego – Urana w znaku Wagi, drugą jest separacyjna koniunkcja pomiędzy Saturnem i Księżycem, trzecim ważnym elementem jest istotna obecność Neptuna i Jowisza w domu pierwszym. Pierwszy układ, z Merkurym casimi (w sercu Słońca) jest zasadniczo potężnym wzmocnieniem Merkurego. Znaczeń Merkurego nie muszę Państwu przedstawiać, jest to posłaniec, patron handlu, pośrednictwa, języka i informacji. Mocno zaznaczone obszary Bliźniąt i Panny dają często talenty językowo – porządkujące, wyrażając przy okazji zmysł krytyczno – badawczy. Tak się składa, że u Artura element Bliźniąt jest wyrażony w drugiej wiązce, tam gdzie widzimy połączenie Saturna i Księżyca. Element encyklopedyczny, zachęcający do dialogu i współpracy – nie mamy tutaj do czynienia z naukowcem zamkniętym w wieży – to zapewne ekspozycja znaków powietrza (Wagi i Bliźniąt), silni ich dyspozytorzy (Merkury i Wenus), a także ładna opozycja w obszarach domu pierwszego (ja, nauczyciel) i siódmego (Wy, dzięki którym poprawiam swój świat informacji). Zwróćmy bowiem uwagę, że Jowisz – Neptun w obszarze domu pierwszego bardzo często tworzy manifestacje osób, które potrafią swoją wiedzę pokazać, nadać jej większego znaczenia i odpowiednio ją przystroić – czy to w szaty mądrości, czy to w szaty czegoś ważnego, rzekłbym – z ludzkiego punktu widzenia – świątecznego. Jowisza na Ascendencie (w znaku Bliźniąt!) ma horoskop Wikipedii, Jowisza tamże posiada Benedykt XVI. No i Jowisza z Neptunem posiada w domu pierwszym przyszły (miejmy nadzieję) ezoteryczny nawigator, Artur Mantyka.

Koneserzy zwrócą uwagę na wielki trygon w znakach powietrza. Uczestniczą w nim: powietrzny Mars w Wodniku z obszaru domu trzeciego – Księżyc/Saturn z obszaru domu siódmego – Słońce/Uran/Merkury z obszaru domu jedenastego. Jest to więc samograj intelektualno – dyskursywny, jednoczący świat informacji i edukacji (terytorium domu III), świat relacji i umów (d. VII) i świat idei oraz przyjaciół (d. XI). Astrologowie bezdyskusyjnie przyklasną, że taka ciekawa konstrukcja nie zdarza się zbyt często.

Reklamy

3 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s